Krokusy jeszcze nie w pełnej krasie. Ale radość z ich podziwiania ogromna. Tłumy w Dolinie Chochołowskiej niesamowite, ale daliśmy radę i do schroniska doszliśmy w dobrych humorach. Powrót trochę się dłużył. Do domów wróciliśmy w wyśmienitym mastroju.